Fenomen Bruno Gröninga – Film dokumentanlny

W 1949 roku jedno nazwisko wypełniało nagłówki gazet: Bruno Gröning. Ukazywały się wydania specjalne. Radio i kronika filmowa zdawały relacje. Nakręcono o nim film. Wszędzie, gdzie się pojawiał, ze wszystkich stron napływały do niego setki, tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi. O Gröningu stało się głośno w świecie.

Fenomen Bruno Gröningaplay

Fenomen uzdrowienia - film dokumentalny

Uzdrowienia wydarzają się nadal. Dzięki niezwykłym uzdrowieniom, nazwisko Bruno Gröninga pojawiło się w latach pięćdziesiątych, w nagłówkach gazet na całym świecie. Gdy zmarł w 1959 r., wielu uważało, że to koniec tego fenomenu. Stało się wręcz przeciwnie; ludzie na wszystkich kontynentach wciąż uzyskują pomoc i uzdrowienia dzięki nauce Bruno Gröninga.

  • Film dokumentalny w 3 częściach
    (98/92/102/ całość 292 minuty)
  • Wstęp wolny
    na bazie dobrowolnych datków

Fenomen uzdrowieniaplay

Gdzie i kiedy?

film1 icon = Fenomen Bruno Gröninga
film2 icon = Fenomen uzdrowienia
film1&2 icon = Oba filmy

Dalsze informacje

 

 

 

 

 

Kontakt

E-Mail:
Ten adres e-mailowy jest chroniony przed spamem, aby go wyświetlić, JavaScript musi być włączony!
Wyślij do nas e-mail. Należy wypełnić wszystkie pola oznaczone gwiazdką (*)

Metryka

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga

Haidauer Strasse 6
DE-93107 Thalmassing
Telefon: +49 (0) 9453-998626
Fax: +49 (0) 9453-996593
E-Mail: Formularz kontaktowy


Stowarzyszenie:

Kreis für natürliche Lebenshilfe e.V. - Koło Naturalnej Pomocy Życiu - stowarzyszenie zarejestrowane

(uznane za służące celom dobroczynnym i pożytku publicznego)

Bornschlade 38
DE-53797 Lohmar
Telefon: +49 (0) 2242-901199
E-Mail: Ten adres e-mailowy jest chroniony przed spamem, aby go wyświetlić, JavaScript musi być włączony!

numer rejestru: Siegburg VR 1843
zarząd: Dieter Häusler, Helga List

Życie Bruno Gröninga

W 1949 roku w ciągu jednej nocy nazwisko Bruno Gröninga znalazło się w centrum zainteresowania opinii publicznej. Prasa, radio i kronika filmowa nie ustawały w relacjach. Wydarzenia wokół „cudownego doktora”, jak wkrótce został nazwany, miesiącami zapierały dech w piersiach młodej republiki. Nakręcono film, powołano naukową komisję badawczą, a urzędy aż do najwyższych szczebli zajmowały się tym przypadkiem. Minister ds. Socjalnych Nadrenii Westfalii polecił ścigać Bruno Gröninga z powodu wykroczenia przeciwko ustawie o wykonywaniu zawodu naturoterapeuty, w przeciwieństwie do tego bawarski prezydent oświadczył, że działalność takiego nadzwyczajnego fenomenu, jakim jest Gröning, nie powinna rozbijać się o paragrafy. Bawarskie Ministerstwo Spraw Wewnętrznych określiło jego działalność jako „dobrowolny akt miłosierdzia”.

We wszystkich warstwach społecznych dyskutowano zaciekle i kontrowersyjnie. Fale emocji sięgały zenitu. Duchowni, lekarze, dziennikarze, prawnicy, politycy i psychologowie: wszyscy mówili o Bruno Gröningu. Jego cudowne uzdrowienia były dla jednych aktami łaski wyższej siły, a dla innych szarlatanerią. Jednak autentyczność uzdrowień została potwierdzona poprzez badania medyczne.
Bruno Gröning, urodzony w 1906 roku w Gdańsku, powojenny emigrant w Niemczech Zachodnich, był prostym robotnikiem. Utrzymywał się wykonując wiele zawodów. Był cieślą, pracownikiem w fabryce i w porcie, doręczycielem telegramów i monterem urządzeń niskiego napięcia. Nagle znalazł się w centrum zainteresowania opinii publicznej. Informacje o jego cudownych uzdrowieniach obiegły cały świat. Ze wszystkich krajów przybywali chorzy, listy z prośbami i oferty. Dziesiątki tysięcy ludzi poszukujących uzdrowienia pielgrzymowały do miejsc jego działania. Rozpoczęła się rewolucja w medycynie.
Ale siły przeciwne nie próżnowały. Wpływowi lekarze, działacze kościelni i dawni współpracownicy robili wszystko, aby przeszkodzić Bruno Gröningowi w działalności. Prześladowały go zakazy uzdrawiania, ciągnęły się procesy. Wszystkie dążenia, aby uporządkować jego działanie, nie powiodły się. Z jednej strony z powodu oporu znaczących sił społecznych, a z drugiej z powodu nieudolności i żądzy posiadania jego współpracowników. Kiedy Bruno Gröning w 1959 roku umarł w Paryżu, toczył się ostatni proces przeciwko niemu. Postępowanie zostało zawieszone i nigdy nie zapadł ostateczny wyrok. Jednak wiele pytań pozostało otwartych.

Ówczesne uzdrowienia

Dr filozofii A. Kaul napisał w 1949 broszurę na temat wydarzeń w Herford.

Oto kilka fragmentów:
Pośród poszukujących pomocy, którzy w nocy z 17 na 18 czerwca 1949 roku czekali w domu przy Placu Wilhelma 7, znajdowali się również Anglicy i Angielki, do których dotarła renoma Gröninga. Pewien niemiecki lekarz pojawił się od razu z trzema swoimi pacjentami: młodym mężczyzną z gruźlicą płuc i kości i zesztywnieniem lewej nogi, chłopcem ze sparaliżowanymi nogami, młodą dziewczyną z przewlekłymi bólami głowy na tle nerwowym.
Gröning nie stawia żadnych diagnoz. Choremu na gruźlicę młodemu mężczyźnie powiedział, aby uważał szczególnie na kości w lewej nodze, ‘Co Pan teraz odczuwa?’ ‘Gorący prąd przepływa przez moje ciało’. ‘A teraz?’ ‘Mrowienie w lewej nodze’. ‘Proszę podnieść lewą nogę tak wysoko, jak ja!’ Gröning pokazuje i podnosi swoją zgiętą nogę na wysokość brzucha. Młody mężczyzna ociąga się. ‘Potrafi pan zrobić tak samo jak ja!’ Bez widocznego wysiłku chory podnosi nogę, która wcześniej była sztywna, do żądanego położenia. Nie wierząc spogląda na przemian raz na swoją nogę, raz na lekarza. ‘Czy to jest możliwe, mogę poruszać moją nogą!’ ‘Będzie Pan zdrowy, ale potrwa to trochę. Proszę napisać do mnie!’ I zwrócony do lekarza: ‘Proszę mnie informować na bieżąco!’
Ten chłopiec ze sparaliżowanymi nogami, poruszający się o dwóch kulach, siedzi obok matki: ‘Wstań, mój chłopcze!’ Matka wpada w słowo: ‘On nie może wstać, przecież jest sparaliżowany!’ Gröning odwraca głowę. ‘Nie powinna Pani tego mówić!’ – zwrócił jej prawie szorstko uwagę. ‘Trzyma Pani chorobę swojego dziecka! Wstań, mój chłopcze, możesz to zrobić!’ Czerwone plamy występują na szczupłej twarzy dziecka, usta drżą, a z oczu płyną łzy. Licznie zgromadzeni ludzie w pomieszczeniu widzą poruszeni, jak chłopak wstaje z fotela i stoi, sam, bez swoich kul. ‘A teraz podejdź do mnie!’ Niepewnym krokiem idzie w kierunku Gröninga, który podaje mu rękę i długo patrzy mu w oczy. Z miłością głaszcze dziecko po głowie i wysyła z powrotem do matki: ‘Proszę ćwiczyć dalej powoli, nie wymagać od razu za dużo, nogi są jeszcze słabe! Na drogę powrotną przydadzą się jeszcze kule, ale wkrótce będziesz mógł je wyrzucić!’ Szczęśliwe oczy dziecka i szczęśliwa matka są podziękowaniem.
Młoda dziewczyna z przewlekłymi bólami głowy jest już uzdrowiona, zanim Gröning zwrócił się do niej. Nie, ona nie ma już żadnych bólów. ‘Czy chce Pani te bóle z powrotem?’ ‘Nie, nie, na miłość boską nie’, wyrywa jej się z ust.
A lekarz? Bez słów przygląda się temu procesowi. Podaje Gröningowi rękę: „Panie Gröning, jestem całkowicie do Pańskiej dyspozycji, opowiadam się po Pana stronie!”

Dr Kurt Trampler pisał w 1949 książkę o wydarzeniach na Traberhofie k/Rosenheim.

Oto kilka fragmentów:
„Podczas poprzednich nocy (5/6 września) pewien lekarz przyprowadził Karla Sch. do domu ze wzruszającym stwierdzeniem, że niewidomy właśnie odzyskał wzrok na placu Traberhof. Sch. przedłożył zaświadczenie kliniki uniwersyteckiej z 1949 roku z następującym tekstem: ‘U pacjenta Karla Sch., ur. 24.08.1914 utrzymuje się drganie prawego oka, blizna rogówki i wrodzona zaćma. Zdolność widzenia 1/20. Lewego oka brak. Pacjent jest zatem właściwie niewidomy. Utrata zdolności do pracy wynosi 125%. Pan Sch. potrzebuje stale osoby towarzyszącej. Podpisano: Dr E. Walser, lekarz naczelny’. Ten niewidomy przebywał na placu, na który Gröning - wtedy pewnie już z okolic Bremy - wysyłał swoje uzdrawiające fale. On opisuje to teraz z największym wzruszeniem, kiedy nagle miał uczucie, że w jego oku coś się zmienia i potem spostrzegł końską głowę w neonowym świetle, świetlną reklamę na dachu Traberhofu. Później wyłoniło się z mroku całe otoczenie, aż w końcu mógł ponownie wszystko dobrze widzieć. Pierwsza lekarska kontrola przez dr Zetti potwierdziła jego przeżycia. Następnego dnia wziąłem Sch. samochodem do Monachium. Na autostradzie opisywał mi na odległość kilkuset metrów, jakie samochody były widoczne. Mówił mi, co było widoczne z lewej i co z prawej strony autostrady - od pobliskiej wieży kościelnej aż do oddalonych gór. (...) Na moje pytanie, co uczynił, aby otrzymać uzdrowienie, powiedział, że się modlił i czekał. (…)
Poruszające sceny rozgrywały się, kiedy Gröning mógł przywrócić wzrok jakiemuś niewidomemu. W kilku przypadkach, w których wzrok od razu był przywrócony całkowicie, uszczęśliwienie ludzie byli niemal przytłoczeni szczęśliwą zmianą ich losu. Są pośród nich, jak relacjonuje mi Gröning, pojedyncze osoby, które urodziły się niewidome, i którym cały świat widzialny trzeba najpierw objaśnić.”

Baronówna<albo baronessa> Anny Ebner von Eschenbach spisywała różne wydarzenia, które rozgrywały się wokół Bruno Gröninga w latach 1950/51 w zajeździe Weikersheim.

Oto kilka fragmentów:
„Na jednym wykładzie w drugim rzędzie siedziała młoda kobieta o zmartwionej twarzy z około dziewięcioletnią dziewczynką. „Gdy Gröning zapytał ją: ‘No mamusiu, co pani odczuwa?’, odpowiedziała: ‘Niestety nic, panie Gröning!’
‘Tak mamusiu, nie należy stale spoglądać w przeszłość. Ten strach tkwi jeszcze w pani, musi się pani od tego uwolnić! To było podczas nalotu bombowego. Pani znajdowała się w pewnego rodzaju pawilonie ogrodowym i została zasypana i była w ósmym miesiącu ciąży. Jak panią odratowano, urodziło się dziecko i było niewidome. Zgadza się?’
‘Zadziwiona kobieta odpowiedziała: Tak, dokładnie!’
Na to Gröning: ‘A więc teraz nie myśleć o tym okropnym czasie, wierzyć w Bożą pomoc i prosić go! Dzieciątka nie musi pani zawsze z sobą zabierać, jeżeli mamusia mocno wierzy’.
Za osiem dni znowu przyszła. Pełen troski wyraz twarzy zniknął, formalnie była odmłodzona. Gdy Gröning spytał ją, odpowiedziała: ‘Tak, dzisiaj przebiega przeze mnie ciepło i czuję się radosna i wolna’. Teraz mamusiu, tak trzymać, wkrótce nadejdzie czas’.
Tydzień później przyszła znowu ta kobieta i Bruno Gröning podszedł do niej w środku wykładu, stanął i powiedział: ‘Mamusiu, w czwartek o 17.20 proszę zabrać pani dziecko i zaprowadzić je do zaciemnionego pomieszczenia, będzie mogło widzieć, a ponieważ jeszcze nigdy nie widziało kolorów i form, wystraszyłoby się, a strach mógłby spowodować chorobę. Proszę je powoli przyzwyczajać do wszystkiego w jego otoczeniu!’
Ponieważ ten przypadek mnie szczególnie interesował, dowiedziałam się później, że wszystko, co do minuty nastąpiło tak, jak Bruno Gröning powiedział. Po kilku latach spytałam samego Bruno Gröninga jeszcze raz o to dziecko i dowiedziałam się, że widzi normalnie, jak gdyby nigdy nie było niewidome.
Znowu innym razem przywieziona została na wózku inwalidzkim kobieta o śnieżnobiałej twarzy. W czasie wykładu straciła przytomność i wyglądała na martwą. Bruno Gröning rzucił tylko krótko na nią okiem i uspokoił osoby, które się koło niej znajdowały, a szczególnie mężczyznę, który siedział obok niej. Po niecałej pół godzinie kobieta obudziła się i przeciągnęła. Miała już zaczerwienione policzki. Wstała z wózka, podeszła do Gröninga - jeszcze trochę niepewnie, ale ze zdziwieniem w błyszczących oczach. „Pięknie, dobra pani” - powiedział Gröning, - „gdy można znowu stanąć na własnych nogach i gdy serduszko bije w normalnym rytmie! Teraz jednak nie należy myśleć o wydarzeniach tamtych straconych lat, - lecz stopniowo i powoli wprowadzić ciało w jego obowiązki!” Gdy kobieta ta chciała mu dziękować, powiedział tylko:
„Niech pani dziękuje Bogu! Ja jestem tylko Jego małym pomocnikiem. Niech pani udowodni, że jest pani prawdziwym dzieckiem Boga!”
Mężczyzna, który ją przywiózł, wstał i powiedział poruszonym głosem: „Panie Gröning, jestem jej mężem i sam jestem lekarzem, dla mnie moja żona była nieuleczalnie chora, mimo że wypróbowałem wszystko. Ona miała jeszcze tylko jedno życzenie, aby przyjechać do Pana. Byłem przekonany, że w drodze tutaj umrze mi, bo miała bardzo chore serce, tak że każde poruszenie się zagrażało życiu. Jestem poruszony tym cudem i trudno mi w to uwierzyć!”
Płacząc z radości wyprowadził na zewnątrz pusty wózek inwalidzki, usiedli oboje z żoną na krzesłach i wysłuchali dwugodzinnego wykładu. Często spoglądał z boku pytającym wzrokiem na swoją żonę, jakby musiał się najpierw przyzwyczaić do widoku zdrowej, szczęśliwej żony.
Często z tyłu siedzieli głusi, do których Gröning zwracał się bardzo cicho z pytaniem: ‚Kiedy mówię tak głośno, słyszycie mnie Państwo dobrze?’ Odpowiedź: ‚Tak, rozumiem każde słowo, kiedy Pan mówi tak głośno, a w głowie mam szumy i świsty.’ Wszyscy śmieli się, bo przecież słyszeli, jak cicho Gröning pytał”.

Od pierwszej myśli do gotowego filmu

Kiedy w roku 1993 ukończono prace nad filmem „Cudowny Apostoł” i film trafił do kin, wkrótce rozpoczęły się przygotowania do nowego, wymagającego jeszcze większego nakładu pracy projektu: Film o życiu Bruno Gröninga
Przygotowania i szukanie źródeł trwało cały rok 1994. Zabezpieczono materiał archiwalny, przestudiowano artykuły gazet, zbieranych było coraz więcej danych i faktów.
W lutym 1995 padł pierwszy klaps. Rozpoczęła się wieloletnia podróż śladami pewnego fenomenu. Przeprowadzono ponad 80 wywiadów ze świadkami tamtego okresu. Szukano oryginalnej scenerii od Gdańska po Paryż. Nakręcone sceny filmowe zestawiono z oryginalnymi nagraniami z archiwum filmowego. Sfilmowano setki zdjęć, slajdów i dokumentów. Ostatnie wywiady przeprowadzono na początku 2000 roku, a ostatnie dokumenty nakręcono jeszcze w 2002 roku.
Niezapomnianym wydarzeniem była „scena na Traberhofie“ kręcona w maju 1997 roku z udziałem ponad 2000 statystów. Jej realizacja wymagała trwających tygodniami przygotowań. Musiano znaleźć statystów, dopasować im kostiumy, skompletować sprzęt techniczny, zorganizować ekipę filmową oraz uzyskać niezbędne zezwolenia.
Już przed południem przybyli pierwsi statyści. Chociaż nakręcanie miało odbywać się po zapadnięciu zmroku, to już teraz zjawiły się setki samochodów osobowych i tuziny autobusów. Powoli zapełniał się plac przed pamiętnym Traberhofem, tzn. zagrodą chłopską w pobliżu Rosenheim, która dzięki rekwizytom i sztucznej scenerii upodobniła się do Traberhofu z roku 1949.
Ekipa filmowa liczyła ponad 70 osób, które troszczyły się o makijaż, fryzury, kostiumy, dekoracje, oświetlenie itd.. Jak tylko się ściemniło, zaczęto nagrania. Do świtu wszystko musiało być gotowe. Nagle przestał funkcjonować agregat. Później pojawiły się trudności z kamerą. Trzeba było sprowadzić części zamienne z Monachium ...
Mimo wszystkich trudności na krótko przed wschodem słońca wszystko było już gotowe. O godz. 6 rano plac, na którym jeszcze niedawno koczowało 2000 ludzi, opustoszał. Nic nie przypominało już o nocnych wydarzeniach.
Łącznie nakręcono ponad 70 godzin filmu. Później trzeba było ten ogrom materiału przejrzeć, posortować i zmontować. Wkrótce stało się jasne. Pierwotny pomysł, aby stworzyć film wypełniający wieczór, musiał upaść. Tematu nie dało się zamknąć w dwóch godzinach. Życie Bruno Gröninga nie dało się wcisnąć w powszechnie używany format. Musiały powstać trzy filmy o łącznym czasie trwania około 5 godzin.

Niezwykły temat, niezwykły film, niezwykły format.

Fenomen Bruno Gröninga

Zawartość

Bruno Gröning (1906 -1959 ) uzyskał światową sławę w roku 1949 dzięki niezliczonym uzdrowieniom, jakie dokonały się za jego sprawą na drodze duchowej. Nastąpiło to po upublicznieniu sukcesów jego działań i gdy coraz więcej ludzi szukających pomocy tłumnie przybywało do niego.

Znaleźli się jednak lekarze zajmujący kierownicze stanowiska w administracji medycznej, którzy nie chcieli tego zaakceptować i wystarali się o zakaz uzdrawiania, wydany przez lokalną władzę. Oskarżali go o przekroczenie przepisów ustawy o naturoterapeutach. Wydany zakaz był w istocie niezgodny z prawem, gdyż Bruno Gröning nigdy nie leczył w medycznym sensie tego słowa. Mimo tego, do końca życia był publicznie i sądownie prześladowany pod tym zarzutem.

Wypełniał swoją misję, powodowany współczuciem i bezinteresowną miłością bliźniego, aż do samej śmierci. Ponad 50 świadków tamtego czasu opowiada w filmie o swoich osobistych doświadczeniach ze spotkania z nim.

Głosy widzów

Jana P.,Bad Bevensen

Obejrzałam ten film w dniu 05.10. Wciąż jeszcze, chociaż minęło już parę dni, jestem pod wielkim wrażeniem i głęboko poruszona historią Bruno Gröninga. Film prezentuje wysoki poziom moralności, nie ma w nim różnic między bogatymi i biednymi, na pierwszym planie jest człowiek jako człowiek, uczciwość... Jestem zafascynowana panem Gröningiem, wszystkimi ludźmi, którym pomagał, a którzy odpłacali mu sympatią... Wyrażam wielkie uznanie dla obiektywnych opowieści i mam nadzieję, że jego testament będzie coraz trwalszy.

Tina S., Poczdam

Dzięki temu filmowi osoba Bruno Gröninga stała mi się dużo bliższa.... Szczególnie mocno uderzyła mnie jego nieograniczona miłość do wszystkich istot. Jeszcze raz uświadomiłam sobie też niezwykle jasno, jak pozbawiony egoizmu był ten człowiek. Często odczuwałam silne mrowienie w ciele i potrzebowałam potem trochę czasu, aby „się odnaleźć“. Pod względem energetycznym odebrałam ten film bardzo intensywnie. Ponadto: wyrazy uznania dla wszystkich, którzy przyczynili się do powstania tego filmu.

Walter K., Wiedeń

...dobre jest zwłaszcza to, że pokazano współczującego i kochającego Bruno Gröninga. W ostatecznym rozrachunku to właśnie Boża miłość jest tym lekiem, który leczy wszystkie rany. Wyraźnie odczuwałem ten zbawienny prąd miłości.

Marion N., Monachium

Film wywierający bardzo głębokie wrażenie, pokazujący, że połączenie z Bogiem może spowodować tak wiele dobrego u nas ludzi, może doprowadzić do wyleczenia. Bóg jest życiem. Bóg jest miłością. Bóg jest poznaniem samego siebie. Oburzające jest to, że zwalczano Bruno Gröninga, który chciał przecież tylko dobra.

Regina G., Wollbach

Film bardzo nam się podobał i wywarł na nas głębokie wrażenie. Zdjęcia, wypowiedzi świadków tamtych wydarzeń były bardzo interesujące. Oglądaliśmy ten film bez odrobiny nudy, a czas minął bardzo szybko. Byliśmy wstrząśnięci tym, jak media wykorzystywały swoją władzę, by szkodzić Bruno Gröningowi.

Karola K., Berlin

Głęboko poruszył mnie film o Bruno Gröningu jako przykład bieguna przeciwnego do materii. Dawanie i branie w inny sposób. Wielka pomoc dla moich pacjentów.

Ferdinand T., Monachium

Przez cały czas projekcji w monachijskim kinie Maxim panowało wielkie napięcie, pomimo długiego czasu trwania filmu. Dla mnie, 52-latka, była to bardzo interesujący kawałek historii współczesnej, bowiem sam nie mam, naturalnie, własnych wspomnień z tamtego okresu czasu. Poza tym uważam, że znaczące i godne uwagi jest przesłanie i wymowa tego filmu. Ja również będę to jeszcze długo przeżywać. Chętnie zobaczyłbym jeszcze coś więcej, co by traktowało dokładniej o warunkach życia Bruno Gröninga. Uważam, że połączenie dokumentacji, scen fabularnych i przekonujących wypowiedzi świadków tamtych wydarzeń było interesujące i sprawiło, że film jest żywy i zajmujący.

Dorothea N., Siegen

Film wywierający silne wrażenie. Mogłam zrewidować swoją opinię o Bruno Gröningu. (Mam 92 lata). Bezwzględnie warto obejrzeć ten film.

Lucas W., Wiedeń

Film i los Bruno Gröninga poruszyły mnie do głębi. Film jest doskonałej jakości, a fakty w widoczny sposób mówią same za siebie.

Roswitha S., Wiedeń

Nigdy nie poszłabym na tak długi pokaz, gdybym wiedziała, że film jest 3-częściowy. Nie wytrzymuję siedzenia. Ale ku mojemu wielkiemu zdumieniu, nie wystąpiły ani bóle pleców, ani nie czułam się zmęczona. Oglądanie czegoś „Większego“ było bardzo wzmacniające. ...

Luise R., Monachium

Sceny pozostawiające głębokie wrażenie, zbudowane z wielką delikatnością i serdecznością – udana konstrukcja – poprzez ten film można było zbliżyć się do Bruno Gröninga jako człowieka. Ugruntowało się moje przekonaniu, że jest on wielkim uzdrowicielem.

Miriam V., Wiedeń

Uprzedzona o tym, przyjęłam otwartą pozycję ciała podczas prezentacji filmu i, rzeczywiście, przez cały czas odczuwałam mrowienie w dłoniach, a następnie w całym ciele. Odczuwałam ciągnięcie w bolących częściach ciała i miałam uczucie, że coś wraca do równowagi. Mam dwustronną skoliozę i stąd bóle w odcinku kręgosłupa lędźwiowego. Teraz nie mam już bólów. Film wywarł na mnie bardzo głębokie wrażenie. Jeszcze i teraz pozwalam, aby ta uzdrawiająca energia przepływała przeze mnie. ... W każdym bądź razie będę polecać ten film innym.

Fenomen uzdrowienia

Zawartość

Grete Häusler (1922 – 2007) podczas pierwszego spotkania z Bruno Gröningiem doznała spontanicznego uzdrowienia z trzech „nieuleczalnych” dolegliwości. Jej wdzięczność i miłość bliźniego były tak wielkie, że w roku 1979 założyła Koło Przyjaciół Bruno Gröninga. Do końca życia walczyła o to, by ludzie na całym świecie mogli poznać naukę Bruno Gröninga i przeżyć działanie  Heilstromu - Bożego uzdrawiającego prądu. Coraz więcej zainteresowanych ludzi trafia do Koła Przyjaciół dzięki rekomendacjom innych, wykładom informacyjnym, jak również osobistym modlitwom do Boga.

Film „Fenomen uzdrowienia” pokazuje, jak wielu ludzi na całym świecie doznaje obecnie cudownych uzdrowień. Fakty te komentują jak również opowiadają o własnych doświadczeniach lekarze z Medycznej Grupy Naukowej w Kole Przyjaciół Bruno Gröninga. Przedstawiane są także inne godne uwagi działania, prowadzone w Kole Przyjaciół.

Wszystko to jest realizowane przez ponad 13.000 wolontariuszy i finansowane przez dobrowolne datki przyjaciół, nikt tutaj nie otrzymuje pieniędzy.